...
30/11/09, 01:04:48  | Kat: Ogólne , Prywatnie

Wracam sobie dzisiaj wieczorem trasą poznańską do domu z Pomorzan (taka dzielnica Szczecina), zadowolony, że niedługo będę w domu, aż tu nagle widzę w lusterku magiczną migającą niebieską poświatę. Jak można się domyślić jechały za mną miśki. Przez sekundę myślałem, że mnie wyprzedzą i pojadą dalej, jednak w momencie, gdy zaczęli mi migać światłami nie miałem już żadnych wątpliwości i musiałem się zatrzymać.

W sumie z racji tego, że zazwyczaj nie łamię przepisów i staram się jeździć tak jak się powinno, to nie miałem zielonego pojąca dlaczego mnie zatrzymują. No, ale cóż. Stało się. Fakt faktem, że przez cały mój okres od kiedy mam prawo jazdy nie zdarzyła mi się jeszcze żadna kontrola (chociaż czasami bardzo chciałem) to poczułem pewien niepokój i obawę o mój portfel ;d. Wyłączyłem więc silnik, włączyłem awaryjne, zaciągnąłem hamulec, otworzyłem okno, położyłem ręce na kierownicy i oczekiwałem na podejście panów policjantów xD.

Nie minęła nawet minuta i pod moim oknem pojawia się dwóch mundurowych. Jeden policjant z drogówki, a drugi jakiś wojskowy (nie wiem jakie on tam miał zadanie, bo tylko stał i obserwował a nawet słowem się nie odezwał). Zaczęło się łagodnie... "Dzień dobry kontrola trzeźwości, prawo jazdy, dowód i ubezpieczenie poproszę", dmuchnąłem sobie i myślałem, że na tym się skończy, a po chwili zapytał się mnie czy się gdzieś spieszę. W tym momencie zrobiło mi się trochę śmieszno no, ale powiedziałem, że nie (wiedziałem, że nie przekroczyłem prędkości). Zapytał mnie ile jechałem, wiec mu powiedziałem, że tu przed mostem 60. Spojrzał na mnie i widać było, że go zaskoczyłem, wiec zapytał o prędkość wcześniejszą, odpowiedziałem, że 70 / 75. Popatrzył na mnie przez chwilę i powiedział kiwając głową (na tak) "dobrze.".

Niestety widać było mu to mało, bo zmienił szybko temat i zapytał mnie "A proszę mi powiedzieć, czy jeżeli linię ciągłą mamy po swojej lewej stronie to czy możemy wyprzedzać?", pomyślałem sobie - niezły żart, wiec popatrzyłem na niego chwile głupim wzrokiem i powiedziałem, że "nie". Oczywiście domyśliłem się tutaj do czego zmierzał, jednak nie dam sobie niczego wmówić, ale o tym za chwilę.

Pan policjant po mojej "błyskotliwej" odpowiedzi zapytał się mnie, że skoro są mi znane przepisy to dlaczego się do nich nie stosuje i wyprzedzam na ciągłej linii. Popatrzyłem na niego oczami wielkości pięciozłotówki i pomyślałem, no tego to za dużo. Zacząłem wiec z nim dyskusję i tłumaczę mu, że w momencie, gdy zacząłem manewr wyprzedzania linia była przerywana a to, że nie zdążyłem wyprzedzić kolesia zanim ona się nie skończyła to już nie jest moja wina. Potwierdziłem tym samym, że później - faktycznie, skończyłem manewr gdy linia już była ciągła dla mojej lewej strony. Przez jeszcze jakąś dłuższą chwilę próbował mi wmówić, ze na pewno tak nie było, ale ja trzymałem się swojej wersji, którą zresztą potwierdził kumpel.

Słodkie zwycięstwo? - niestety nie. Kolejna zmiana tematu, tym razem dostałem polecenie "Proszę otworzyć bagażnik", no więc sięgam ręką za wajchę i ciągnę, chwila ciszy a ten do mnie znowu, a potem czy nie zrozumiałem polecenia, bez jaj myślę sobie i mówię mu, że przecież otworzyłem, a on dalej swoje. Musiałem wysiąść z auta i łaskawie mu podnieść pokrywę ;/. Otworzyłem, pokazałem trójkąt. Wystarczy? Absolutnie nie! Chwilę myślał i chciał zobaczyć gaśnicę. Poszedłem więc pod fotel kierowcy i mu ją wręczyłem, popatrzył i mówi, że straciła ważność. Faktycznie tak było. No, ale cóż nie moje auto wiec mi nawet do głowy nie przyszło, że może być przeterminowana. Kazał mi wsiąść do auta i czekać. Oczywiście miałem z Konradem niezły ubaw z tej całej sytuacji a pana policjanta nie było dobre z 15 minut jak nie dłużej. Nie mam pojęcia co oni tam robili tak długo, bo chyba tyle czasu nie zajmuje sprawdzenie czegokolwiek na centrali, ale ja się nie znam. Najciekawsze jednak nastąpiło, gdy już mój ukochany mundurowy wrócił!

Ponownie zaczęła się wersja z tym, że nie było możliwości takiej, abym ja wyprzedził na przerywanej bo coś tam, uparcie twierdził, że wyprzedziłem na ciągłej, ale ja nadal trzymałem swoją wersję bo wiem dokładnie jak było (na tyle to przytomny jeszcze jestem ;d). Następnie wrócił temat prędkości, o ile na początku przyznał mi rację co do mojej wersji ile miałem na liczniku, to teraz nagle zrobiło się 110! No jaja po prostu. Nie wiem czy on tak bardzo chciał mnie udupić czy co, ale coś mu to nie wychodziło, gdyż cały czas utrzymywałem swoją wersję. No i tak przez dobrą chwilę z nim "rozmawiałem", ale on nadal uparcie utrzymywał swoje i pewnie skończyło by się to wszystko zupełnie inaczej, ale gdy tak sobie gadał i gadał oddał mi moje dokumenty i papiery, a o mandacie nic nie wspomniał, wiec pomyślałem: "dobra kij z tym" (szczególnie, gdy już prawie odchodził od auta).

Na sam koniec, gdy nagle zrobił się milszy powiedział, bym sobie jeszcze klapę od bagażnika zamknął, bo pojadę z otwartą, ale nadal mimo wszystko utrzymywał swoją wersję, jak ja to nie złamałem przepisów, jednak ja już nie wchodziłem w nim w dyskusję i odpowiedziałem mu tylko kończące "yhm" i się z nim pożegnałem. Wsiadłem i wróciłem do domu, bez mandatu i zadowolony, że nie dałem się zrobić w jajo.

W tym wszystkim zastanawiające jest jednak to, że skoro był taki pewien swojej wersji, to dlaczego nie miał na to żadnych dowodów, kolejna sprawa, czemu mi nie dał mandatu? W końcu przekroczenie prędkości o prawie 50 km/h to już coś. To samo z gaśnicą i wyprzedzaniem na ciągłej. Pewnie po prostu myślała, ze zatrzymał jakiegoś łosia co to do wszystkiego się przyzna i da sobie wlepić mandat, ale cóż tyle dobrego, że tego nie zrobił bo bym nie popuścił, a z jego zachowania wynikało jasno, że nie miał nic nagrane na tym swoim wideorejestratorze, a tym samym - dowodów.

Wpis został dodany przez: Wojciech Pieńkowski 'Igorek'
22/11/09, 19:54:19  | Kat: Miłość , Ogólne , Prywatnie , Życie

Minęło sporo czasu od ostatniej notki, wiele się pozmieniało i sporo wydarzyło w moim życiu. Nie zdołam o wszystkim wspomnieć, wiec napiszę tylko o tych najważniejszych wydarzeniach.

Jak wspomniałem we wcześniejszym wpisie – pozytywnie zaliczyłem egzaminy do szkoły muzycznej i od pierwszego września zacząłem do niej uczęszczać. Jest super, naprawdę nie spodziewałem się takiego klimatu, takich ludzi i takiej fajnej atmosfery – czuję się tam jak w domu. Niesamowite jest również to, że nawet, gdy mam zły dzień, to tam czuje się jakby nic złego się nie wydarzyło i zapominam o wszystkich niepowodzeniach. Zajęcia mamy praktycznie codziennie a w szkole przebywam między godziną 14 a 20. Tak więc dodając do tego zajęcia na uczelni i wstawanie o 6 rano, to dnia na oczy nie widzę. Wychodzę w nocy i wracam do domu w nocy. Oczywiście nie będę narzekać bo jest fajnie, bardzo fajnie i nie zamieniłbym tego za nic na świecie, bo to Kocham.

Przez te kilka miesięcy trochę się nauczyłem. Czuję, że mój głos się poprawia i generalnie wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku, choć przede mną jeszcze sporo ciężkiej pracy. Zresztą tak jak przed cała moją klasą, mamy aż 4 lata na to by później zdać dyplom na 6 xD. Swoją drogą to ludzie tu są wspaniali – nie tylko Ci w mojej klasie, ale w całej szkole. To zupełnie inny (lepszy) świat niż ten, który można zobaczyć w każdym innym miejscu ;). Tak więc polecam każdemu ;).

To tyle jeżeli chodzi o szkołę muzyczną, przepraszam za taki ogromny skrót, ale nie mam możliwości opisania wszystkiego, bo za długo nie pisałem i po prostu nazbierało się tego za dużo. Postaram się teraz na bieżąco o wszystkim pisać, ale nie będę obiecywał, bo mogę się na tym przejechać. Przejdźmy więc do spraw związanych typowo z moim życiem osobistym, bo i tutaj trochę się działo.

Pisałem swojego czasu kilka notek o miłości, uczuciu i generalnie o związkach pomiędzy kobietą a mężczyzną. Przedstawiałem nawet moje podejście do tego wszystkiego. Wydaje mi się, że zdarzyło mi się nawet napisać (na tamten czas tak myślałem) o mojej wymarzonej drugiej połowie, którą gdzieś tam poznałem, zobaczyłem etc. W tamtym czasie dałbym sobie rękę odciąć, iż faktycznie tak jest. Teraz nie miałbym ręki.

Wspomniałem wyżej, ze dawno tu niczego nie napisałem, czas leciał a ja się (z godnie z naturą) postarzałem xD. Naturalna kolej rzeczy ;). Pisze o tym, byście mieli świadomość tego, iż to wszystko o czym niżej napiszę jest szczere i ja naprawdę wiem co i jak, ponieważ teraz jest zupełnie inaczej… inne uczucie… jak nigdy do tej pory.

Ponad dwa miesiące temu poznałem pewną dziewczynę… . Ujęła mnie swoim poglądem na różne rzeczy, ale szczerze powiedziawszy nie przykładałem większej wagi do tej znajomości. Z każdym kolejnym dniem zacząłem odkrywać jej wnętrze, to jak mi się z nią dobrze rozmawia, to jak zgadzamy się w niektórych kwestiach, tę jej dojrzałość. Po pewnym czasie zrozumiałem, że strasznie mi zależy na tej znajomości, była warta wszystkiego. Mijały kolejne dni, a ja coraz bardziej uświadamiałem sobie, że nie mogę zawalić tego wszystkiego. Nigdy się tak dobrze nie czułem. Nigdy nie ściskało mnie tak bardzo, gdy nie miałem z kimś kontaktu, nie wiedziałem nawet, że można za kimś tak bardzo tęsknić, gdy nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Nigdy o nikim tyle nie myślałem a nawet nigdy nie cieszyłem się tak bardzo, gdy widziałem od kogoś SMS-a. Nie byłem nawet tak bardzo pewny tego co czuje.

Niestety, jak to bywa, wszystko co piękne najszybciej znika. A ja zostałem ukarany za miłość. Głupie, prawda ;)? Nie mam zamiaru jednak się poddawać, bo moje uczucie do niej jest ogromne i mimo ze ona w nie wierzy i się go boi to będę robić wszystko by zrozumiała, że tylko ona się liczy, że wszystko co robie jest szczere i prosto od serca. Tylko dla niej. Nie wiem czy ona kiedykolwiek to przeczyta, ale jak tu kiedyś trafisz, chcę byś wiedziała, ze na zawsze będziesz w moim sercu, bo jesteś tą dla której warto żyć i zrezygnowałbym dla Ciebie z wszystkiego. Niezależnie od tego jak nam się losy potoczą.

Podsumowując z takich rzeczy organizacyjnych, to prawdopodobnie zmieni się trochę koncepcja bloga , ale o tym kiedy indziej. Szkoda tylko, że Jogger nie ma opcji zablokowania dostępu do określonej kategorii na hasło.

Wpis został dodany przez: Wojciech Pieńkowski 'Igorek'
28/05/09, 20:28:41  | Kat: Miłość , Ogólne , Prywatnie , Życie

Nie pisałem tutaj dość dawno, ale wynikało to z tego, iż przez wydarzenia, które miały miejsce w moim życiu nie miałem ochoty na cokolwiek, a dodatkowo brakowało czasu. Wszystko było takie burzliwe, zmieniało się jak w kalejdoskopie i sprawiało mi wiele nieprzyjemnych uczuć. Wydawać by się mogło, że nic pozytywnego się nie działo - nic bardziej mylnego, ale o tym za moment. Szczerze to nawet nie wiem od czego zacząć, czy od rzeczy pozytywnej, czy pozytywno-negatywnej z naciskiem na negatywną, gdyż obydwie w pewnym sensie są ze sobą powiązane.

Zacznijmy może od rzeczy mimo wszystko pozytywnych... w końcu w pewnym sensie, dzięki temu moje zdrowie psychiczne nie zostało tak bardzo rozwalone ;). Ciekawi jesteście cóż to takiego? - powiem Wam. Tym lekarstwem były pozytywnie zaliczone egzaminy na wydział wokalny w muzycznej. Nie muszę chyba pisać, jak wielka jest moja radość z tego powodu, gdyż biorąc pod uwagę fakt, że trema pokazała swoje oblicze, a ja osobiście z mojej prezentacji zadowolony nie byłem. Wydaje mi się, że komisja była po prostu bardzo wyrozumiała, ale i tak już po wszystkim, wiec mniejsza o to. Pozostało mi teraz czekać na rozpoczęcie nowego roku, by zacząć ciężką pracę nad swoim głosem. Jak to się wszystko ułoży? - czas pokaże. Wiem na pewno, że będę miał bardzo fajną klasę :). Oczywiście skorzystam z okazji i w tym miejscu chciałbym pozdrowić resztę śpiewaków!

No dobrze, ale życie to niestety nie bajka i różami posłane nie jest. Zanim jeszcze przystąpiłem do egzaminów, zastanawiałem się co by się stało z moim zdrowiem psychicznym, gdyby mi się nie udało. Wyszło na to, że mogłoby być nieciekawie. Na całe szczęście poprawny wynik egzaminu był dla mnie jakby łagodzącym balsamem po tym, jak zawaliło mi się to na czym mi strasznie zależało. Zadajecie sobie pewnie pytanie, co było dla mnie tak ważną sprawą, na czym mi mogło tak bardzo zależeć? Już wiecie? Nie?! Zatem posłuchajcie!

Była środa, a dokładnie 29 kwiecień roku 2009. Wracałem sobie spokojnie do domu i nie byłoby w tym nic niesamowitego, gdyby nie to, że wydarzenia, które miały wtedy miejsce zmusiły mnie, do pojechania późniejszym środkiem lokomocji. Pociągnęło to za sobą pewne wydarzenia, o których za chwilkę napiszę. Cóż to takiego się stało? Ano po prostu, gdy już miałem wsiadać do autobusu, nagle mi się przypomniało, że musze się cofnąć do szkoły, a potem załatwić kilka spraw. Starałem się uwinąć szybko, bo nie ukrywam, że spieszyłem się do domu. Jednak los nie był dla mnie ani trochę przychylny. W ponownej drodze powrotnej, gdy stałem na przejściu dla pieszych w oczekiwaniu na zielone światło, byłem przekonany, że nic już mnie w tym dniu nie zaskoczy. Myliłem się. W momencie, gdy zapaliło się zielone, a ludzi ruszyli przed siebie, nagle usłyszałem BUM! Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem, że jakiś kretyn niemal nie zabił dziecka w wózku. Natychmiast zdałem sobie sprawę, że tylko cud sprawił, że i mnie nie walnął, ponieważ gdybym zamiast powoli przechodzić, ruszył biegiem jak to zazwyczaj robię, to już by mnie tu nie było. Dziecku oczywiście nic się nie stało, gdyż jego mama też ruszyła powoli i skończyło się na urwanym kółku od wózka. Frajer jednak uciekł. Mam oczywiście nadzieję, że go złapali, chociaż poczekanie na policje i przekazanie relacji troszkę zajęło.

Po wszystkim nareszcie pojechałem do domu, co prawda nie wsiadłem w C bo byłem przekonany, ze już uciekło. Tak wiec postanowiłem dostać się na Basen Górniczy A czy tam B, nie pamiętam już. W momencie, gdy tam dotarłem, jakże niemałe było moje zdziwienie, jak się okazało, że C akurat również przyjechało. Nie zastanawiając się długo ruszyłem ile sił w nogach by zdążyć. Udało się! No i teraz zaczyna się historią, bowiem w tym właśnie momencie/autobusie, poznałem moją wymarzoną partnerkę. Jak się później okazało, posiadała wszystko to czego pragnąłem. Nie piła, nie paliła... no i... właśnie, miała takie samo zdanie na pewien bardzo ważny dla mnie temat. Oczywiście, jakby tego było mało, była uśmiechnięta, szczera i kochana. Nic tylko przytulić do serca i nigdy nie puścić, bo takich skarbów na świecie to nie ma. Oliwy do ognia dolało to, że uczucie to było odwzajemnione. No istna bajka, nigdy wcześniej tak cudownie się nie czułem. Niestety... bańka prysła. Nie dlatego, że coś było nie tak miedzy nami, nie dlatego, że zawaliłem, po prostu to była historia niczym Romeo i Julia i mimo tego, że ja chciałem spróbować, to ona bała się o przyszłość. Więc mimo tego, że serce mówiło jej co innego, rozum twierdził nie. Szkoda, nie będę ukrywał, że nie jest mi smutno i przykro, ale nic już nie poradzę. To coś, co nie pozwoliło być jej ze mną, było dla niej silniejsze niż uczucie. Próbowałem oczywiście jeszcze jakoś to wszystko załatwić, ale się nie dało i mimo, że czas leci nieubłaganie, to w sercu ślad jeszcze został.

Podsumowując, trochę się u mnie działo, no i dzieje, gdyż aktualnie się pochorowałem i mam słodką nadzieję, że szybko się wykuruje, bo pełno roboty teraz będzie, a choroba w takim wypadku jest niewskazana.

Wpis został dodany przez: Wojciech Pieńkowski 'Igorek'
TOP